Kiedy bieganie sprawia przyjemność?

Kiedy bieganie staje się przyjemne? Czy ten moment w ogóle kiedyś nadchodzi?

Ten post kieruję przede wszystkim do początkujących biegaczy lub osób, które zamierzają dopiero rozpocząć swoją przygodę z bieganiem. Dla nich, w większości przypadków, bieganie nie jest jeszcze przyjemnie, a powód, dla którego podjęli lub planują podjąć tę aktywność to głównie poprawa zdrowia lub utraty wagi.

Wszyscy inni – szczególnie osoby biegające już co najmniej kilka lat – nie zadają sobie już tego pytania lub w ogóle o jego istnieniu zapomnieli. Bieganie sprawia im przyjemność i jest ich pozytywnym nałogiem oraz najlepszym “poprawiaczem” humoru.

A więc kiedy bieganie zaczyna sprawiać przyjemność? Kiedy osoby z pierwszej grupy (bieganie jest nieprzyjemne) “awansują” do grupy numer 2 (bieganie to najlepsza rzecz na świecie)?

Rozważymy tę kwestię z 3 różnych perspektyw: pojedynczego treningu, wykonywania tej aktywności regularnie przez dłuższy okres czasu oraz efektu przyjemności z biegania odczuwalnego po skończonym treningu lub zawodach (nie w trakcie wykonywania tej czynności).

#1: Przyjemność z biegania w perspektywie pojedynczej jednostki treningowej

To, czy odczuwamy przyjemność podczas samego treningu biegowego zależy przede wszystkim od następujących rzeczy:

  • Intensywności treningu (im bardziej intensywny, tym zazwyczaj mniej przyjemny)
  • Długości trwania treningu (zazwyczaj trening zaczyna być przyjemny po ok. 30 minutach, kiedy zaczynają pojawiać się biegowe endorfiny)
  • Naszego stażu biegowego (im dłużej biegamy, tym większą przyjemność i radość daje nam trening)

Biegacz zupełnie początkujący może w ogóle nie odczuwać żadnej przyjemności podczas swoich pierwszych treningów. Poczuje się lepiej oraz poczuje działanie endorfin zapewne dopiero po skończeniu treningu (patrz punkt 3).

W przypadku zaawansowanych oraz doświadczonych biegaczy zazwyczaj przyjemność z treningu odczuwana jest już na samym początku, a endorfinowe apogeum nadchodzi po ok. 25-30 minutach. Oczywiście mówię tutaj lżejszych treningach, głównie wolnych wybieganiach. Mocne interwały, czy treningi w 2 lub 3 zakresie intensywności rzadko kiedy są przyjemnie w trakcie trwania.

Mnie osobiście autentyczną przyjemność od początku do końca sprawia tylko trening BC1 (bieg ciągły w pierwszym zakresie intensywności), który biegnę w tempie ok. 5:15-5:30 min/km przez ok. 10-15 km. Wszystko szybsze lub dłuższe nie jest już zawsze w 100% czystą przyjemnością. Jednak to, co czuję w trakcie niebiegania (tu znów patrz punkt 3) sprawia, że wychodzę z chęcią nawet na najbardziej zabójcze treningi.

#2: Przyjemność z biegania w perspektywie regularnego wykonywania tej czynności przed dłuższy czas

Im dłużej biegamy, tym większą przyjemność czerpiemy z każdego treningu. Początkujący biegacze w większości przypadków nie odczuwają kompletnie żadnej przyjemności nawet z wolnego i spokojnego truchtania. Pocą się, mają zadyszkę, nie mają siły. Czują satysfakcję i zadowolenie dopiero po skończeniu treningu (i zjedzeniu posiłku potreningowego).

Sytuacja ta jednak zmienia się wraz z naszym stażem biegowym oraz adaptacją naszego organizmu do tej aktywności. W pewnym momencie zaczynamy zauważać, że lekki i spokojny trening staje się niezwykle przyjemny już w trakcie jego trwania, a my tylko musimy przełamać się i na niego wyjść. W jeszcze kolejnym “stadium” zaawansowania biegowego już samo wyjście na trening i rozpoczęcie biegu przyprawia nas o uśmiech na twarzy.

W tym miejscu chcę uczulić wszystkich początkujących biegaczy na jedną niezwykle istotną kwestię. Po pierwotnej adaptacji do biegania bardzo łatwo jest na poziomie strefy komfortu pozostać, gdyż bieganie staje się tu niezwykle przyjemnie, a ludzie z natury lubią rzeczy przyjemne! Jeśli zostaniemy w tym miejscu, a do naszego planu biegowego nie będziemy dodawać coraz to nowych, mniej przyjemnych i bardziej wymagających treningów, to nie będziemy robić żadnego postępu. Ten mechanizm działa analogicznie w kwestii odchudzania. Początkowy efekt odchudzający biegania jest kilkukrotnie większy niż po dłuższym czasie, kiedy nasz organizm przyzwyczai się do biegania. Dlatego, jeśli chcemy biegać coraz szybciej czy w dalszym ciągu tracić kilogramy, to większość z naszych treningów nie może leżeć w strefie komfortu (tutaj przechodzimy zaraz do najważniejszego punktu nr 3).

Reasumując, aby zacząć czerpać przyjemność z biegania zazwyczaj potrzebujemy kilku tygodniu lub kilku miesięcy adaptacji do tej aktywności. To, co później zrobimy z bieganiem (czy pozostawimy je tylko na poziomie komfortu, czy będziemy chcieli je dalej rozwijać i potęgować jego efekt “po”) zależy już tylko od nas.

#3: Przyjemność z biegania odczuwana po skończonym treningu lub zawodach

Najistotniejszą cechą tej perspektywy przyjemności z biegania jest fakt, że przyjemność odczuwana po skończonym treningu dotyczy nie tylko biegowych weteranów, ale także osób zupełnie początkujących.

Niniejsza perspektywa spojrzenia na przyjemność, jaką może dawać bieganie ma sama w sobie wiele wymiarów. Ja osobiście mogę potwierdzić istnienie takich wymiarów jak:

  • Efekt “haju” i ogromnego uderzenia endorfin odczuwany zaraz po skończeniu treningu. U osób z dłuższym stażem bardzo lekki, wolny i krótki trening może takiego efektu już nie dawać.
  • Ogromny efekt “haju”, poczucie błogostanu oraz bardzo dobry humor utrzymujące się nawet przez 24 godziny po udanych zawodach biegowych (pucharze lub życiówce).
  • Poczucie przyjemności na samą myśl o wygranych zawodach lub po spojrzeniu na swoje biegowe trofea.

Generalnie mogę spokojnie powiedzieć, że kocham biegać, ale dopiero jak skończę. Treningi czysto przyjemnościowe (i mocno zamulające), poza okresem roztrenowana, jednak stanowią małą część mojej całościowej biegowej aktywności. Dzięki temu powoli, ale w sposób ciągły robię progres, a świadomość progresu sprawia, że odczuwam przyjemność z biegania przez praktycznie CAŁY CZAS, kiedy NIE BIEGAM!

Płacz na treningu, śmiej się po wygranej walce.